Kolejny miesiąc nowego roku nastał niepostrzeżenie, jak to ma w zwyczaju czynić z comiesięczną premedytacją, a dym wciąż unosi się nad rozgrzanymi głowami giełdowych graczy. Grać, czy nie grać, kupować, czy sprzedawać, zarobię, czy stracę? Pytania nie należą do odkrywczych. Również to, że na przełomie roku padają ze zdwojoną częstotliwością nie jest zjawiskiem na miarę globalnego ocieplenia. Co zadziwia, to skala emocji, oraz tak zwani eksperci, emocje te sycący od kilku już miesięcy. Giełdowy gracz brzydzi się pracą. To nie typ ganiający za posadą po bożym świecie i ciułający funt do funta, czy inne dolary i euro. Marzyciele grają na giełdzie! A marzycielstwo, to żywioł. Pieniądze przelewają się przez palce marzycieli, a ile by ich nie było, marzenia zawsze ciut droższe. Więc jak oszukać codzienność? Najprościej zagrać na giełdzie. Kilkusetprocentowe zwyżki przemawiają do rozgorączkowanej wyobraźni. To nie jałmużna z bankowej lokaty! Marzyciel gra i dobrze jak wejdzie „na hossie”. Nie potrzebuje wiedzy, nie musi znać reguł. Wkłada – wyciąga. Banalne! Ale giełda to nie kuferek pełen złota. To żyjący twór. Wykres jej notowań, to kardiogram bijącego serca. Serca kobiety, zaryzykuję tezę, bo zmiennej przecież i chimerycznej. O cyklach wspominać nie śmiem... . Po latach tłustych, zawsze nadchodzą te chude. Euforia ustępuje miejsca panice. Marzyciela rozgrzeszyć łatwo. Tajemnica jego sukcesu i klęski tkwi w emocjach, którymi się kieruje podejmując decyzje, ale co z ekspertami? Kiedy bessa na dobre rozgości się na parkiecie, spece od analizy technicznej, bo tak fachowo zwie się ekspertów, zaczynają śpiewać na dwa głosy. To niewiarygodne, że osoby tracące wzrok na analizowaniu tych samych wykresów, potrafią wyczytywać z nich kompletnie sprzeczne treści. Tam gdzie jeden widzi spowolnienie, recesję i długoterminowy kryzys, drugi wietrzy okazję do zakupów i szybkiego odbicia. Zgodni są co do jednego. Wąską grupę osób potrafiących zarabiać na dekoniunkturze, obrzucają pogardliwym mianem spekulantów. Mistrzowskie to połączenie gospodarki wolnorynkowej z komunistyczną nomenklaturą. Zastanawiałem się jak pomóc graczom, skoro nawet fachowcy zamiast wiedzieć, wróżą z kart, czy fusów. Może czytelniejszy podział doradców okazałby się zbawienny. I tak, eksperci wyspecjalizują się w prognozach optymistycznych, podczas gdy od analityków wiało będzie pesymizmem, albo dni parzyste zarezerwuje się dla dobrych informacji, a nieparzyste dla tych złych. Marzyciel kierujący się intuicją, łatwiej znajdzie coś dla siebie. Póki co, wszystkim niespełnionym milionerom proponuję przyswojenie najprostszej i najbardziej oczywistej reguły odnoszącej się do giełdy: z giełdą jest jak z gównem na kole, raz jest na górze, raz jest na dole.
