Pierwsza wpadka chłopców Beenhakkera

Wczoraj, po słabym meczu, reprezentacja Polski w piłce nożnej przegrała z Armenią 1 : 0. To pierwsza taka wpadka drużyny Leo Beenhakkera w eliminacjach do Euro 2008. Jedynego gola zdobył w 66 minucie z rzutu wolnego Hamlet Mchitarjan. Porażka nie grzebie szans polskiej drużyny na finały Euro w Austrii i Szwajcarii, jednak nasi piłkarze będą musieli szukać teraz punktów na drużynach dużo mocniejszych niż Ormianie.

Spotkanie rozegrano w Erewanie, na stadionie mieszczącym dwanaście tysięcy widzów, na murawie, na którą trener polskiej drużyny nie wyprowadziłby nawet psa, jak powiedział w dniu poprzedzającym spotkanie. Mecz określić można jednym słowem: nudny. Polskim zawodnikom sił wystarczyło na niespełna pierwszą połowę. Polacy przeważali, stworzyli nawet kilka sytuacji podbramkowych, jednak zabrakło snajpera z zimną krwią, który dałby biało – czerwonym prowadzenie. Ormianie nie forsowali się w tym czasie. Grali uważnie w obronie i mieli w bramce dobrze dysponowanego bramkarza Kasparowa. Najdogodniejszą okazję do zdobycia bramki zmarnował w 30 minucie Saganowski. Spudłował z pięciu metrów, dobijając odbitą przez Kasparowa piłkę po strzale Łobodzińskiego. Druga połowa to kompletny rozkład naszej drużyny. „Zdrowym i zregenerowanym” piłkarzom zabrakło zwyczajnie sił. Leo Beenhakker pomylił się, oceniając formę swoich podopiecznych po meczu z Azerbejdżanem. Tymczasem Ormianom wystarczyła jedna sytuacja, by odnieść najcenniejsze w historii armeńskiego futbolu zwycięstwo. Kapitan polskiej drużyny Jacek Bąk, sfaulował 25 metrów przed bramką Arama Hakobjana. Chwilę później Mchitarjan zamienił rzut wolny na bramkę. Polakom zostało przeszło 25 minut, żeby odwrócić losy spotkania. Tego dnia nie mieli jednak na to ani pomysłu, ani sił. Pomimo porażki, biało – czerwoni nadal zajmują pierwsze miejsce w grupie z dziewiętnastoma punktami. Najgroźniejsi rywale: Portugalia i Serbia mają po czternaście punktów, ale po dwa mecze mniej rozegrane.

Ostatnio opublikowane
Sebastian Steranka
Dawno temu do serca wziąłem sobie słowa Hemingwaya o tym, że mówić uczymy się przez dwa lata, a milczeć przez kolejnych pięćdziesiąt. Ja chciałem wyrobić się wcześniej i to się udało. Z pisaniem jest zgoła inaczej. Za słowa przelane na papier trzeba brać odpowiedzialność.
czytaj więcej