Fun Skan, czyli jak się poznać przez telefon komórkowy

Jest sobotni, ciepły wieczór. Odrobinę za późno, żeby zabawić się w mieście, zdecydowanie za wcześnie, by położyć się spać. Myśli ganiają po głowie w poszukiwaniu, tak potrzebnego gdy serce kąsa samotność, kompana. Do Magdy, spróbować randki, czy lepiej napić się wódki? Obejrzeć film, ten zaległy, a może zagubić się w „sieci”? Nic nie zajmuje na tyle, by oddać się temu bez reszty. Zaczynam przeglądać pamięć komórki. Ten nie, ta też nie..., to jutro, to dawno nieaktualne... Ciężkie westchnienie podsumowuje sytuację, a przecież nie ma jeszcze jedenastej! Beznamiętnie wlepiam wzrok w wyświetlacz telefonu, po którym leniwie przepływają szeregi cyfr, tak niemożliwe dziś do wystukania. Fun Skan, wybudzam się z otępienia, bo dociera do mnie, że już z dziesiąty raz powtarzam nazwę żarzącą się na maleńkiej szybce mojego aparatu. Czym do cholery jest Fun Skan- pytam samego siebie. Sięgam po ulotkę reklamową Simplusa i czytam: „Dzięki Fun Skan w Twojej komórce możesz sprawdzić, czy blisko Ciebie są interesujące osoby. Sam określasz, kogo szukasz, a telefon działa jak radar”. Dalej jest cała instrukcja, jak przystąpić do zabawy. Wszystko wydaje się proste. Wrodzona nieufność każe mi jednak sprawdzić to i owo. Włączam komputer. Wstukuję: www.simplus.pl/fun skan/ i już po chwili z ekranu woła na mnie wesoły anonsik: „Jesteś samotny? Chcesz się zabawić? Szukasz przyjaciół? A może drugiej połówki? Fun Skan- przyłącz się do zabawy”! Cóż było robić, przyłączyłem się. Najpierw sms ZGODA na numer 2500. Następnie określam mój NICK. Tu piszę, że Sebastian jestem i lat posiadam trzydzieści. Dodaję, że jestem mężczyzną(M) i pragnę poznać kobietę(K). Kolejny sms LISTA. Teraz tylko czekać na odzew, bowiem ten sms, jeśli wierzyć reklamie, uruchamia radar, który specjalnie dla mnie namierza w okolicy osoby dostępne i co ważniejsze chętne, tak samo jak ja, by się poznać. Oczekiwanie zdaje się nie mieć końca. Upragniony sygnał nadchodzącego smsa wprawia w lekkie podniecenie. Oto jest! Wiadomość! Zachłannie czytam: „Super! W pobliżu jest Natia. Jesteście teraz tylko we dwoje. Wasz numer to 2401. Odpowiedz na tego smsa i rozpocznij rozmowę”. Posłusznie i pospiesznie odpowiadam banałem, że Sebastian jestem i lat posiadam trzydzieści. Pytam również zaczepnie, czy Natia to imię, czy pseudonim i czy ma ona ochotę, w sensie Natia się poznać. Czekam, czekam i ...nic! Widać ochoty nie miała. Nie poddaję się. Ślę kolejne smsy, a każdy kolejne sześć groszy pożera, ale co tam, jak zabawa, to zabawa! Kolejno nie chcą mnie poznać: Nikita, Claire, Anastasia i Doda. Przyglądam się imionom, może lepiej, że nie chcą. Chce natomiast Laska, której nie chcę ja, bo przecież nie można pisać razem „niemożna”. Po wymianie ledwie trzech smów, ogarnia mnie przekonanie graniczące z pewnością, że wspólnego języka nie znajdę także z Anią- czternastoletnią. Wieczór zaczynam spisywać na straty, kiedy jak dobry duszek pojawia się Nicoll. Sms mknie za smsem, a każdy kolejnych sześć groszy pożera, ale nic to kiedy wiem nagle, że wieczór czarowny i owszem, że hobby tak bliskie mojemu, że dziewczę, no...istny anioł! I już umawiać się chciałem, już o adres ją pytam i jakie jest moje zdziwienie, gdy mówi, że jest w Myślenicach.

Tu się miara przebrała. Przestałem chcieć poznawać. Sms USUŃ załatwił sprawę. Fun Skan zadrwił ze mnie sugerując w reklamie: „Osoba z którą piszesz, jest gdzieś blisko. Rozejrzyj się, może nawet jest tuż obok”. Odczekałem do poniedziałku i wyruszyłem w miasto wyjaśnić mechanizmy rządzące „nabijaniem ludzi w butelkę”. Specjalista do spraw reklamy firmy Plus GSM Marcin Gawlik zbył mnie, zasłaniając się tajemnicą handlową i zarządem w Warszawie. Ustaliłem jedynie, że oferta Fun Skan trafiła do przeszło pięciu milionów osób, spośród których, kilkadziesiąt tysięcy wzięło czynny udział w zabawie. Nie potrafili, lub nie chcieli mi pomóc również pracownicy krakowskich salonów Plusa. Formułka, którą najczęściej słyszałem z ich ust brzmiała: „Nie mogę panu pomóc, bo zwyczajnie nic nie wiem, o tyle, co w tej reklamie”. W tym miejscu, każdorazowo wręczali mi kolorową broszurkę. Tylko pan Mariusz, młody, sympatyczny sprzedawca, pokusił się o sentencję dosadnie opisującą zjawisko: „Nie znam żadnego dorosłego, który korzystałby z Fun Skan, ale dzieciaki lubią wydawać kasę na tego rodzaju pierdoły”. Kiedy usłyszałem to zdanie, natychmiast zrozumiałem dlaczego moje wołania o przyjaźń, wołania trzydziestoletniego „dziadka”, w tak dużej mierze nie zostały usłyszane. I uśmiecham się tylko na myśl, że chcąc poznać kogoś, wypadnie mi kroczyć tradycyjną drogą, a uśmiecham się, bo wiem ile na tej drodze romantyzmu, powabu, flirtu i piękna.

Ostatnio opublikowane
Sebastian Steranka
Dawno temu do serca wziąłem sobie słowa Hemingwaya o tym, że mówić uczymy się przez dwa lata, a milczeć przez kolejnych pięćdziesiąt. Ja chciałem wyrobić się wcześniej i to się udało. Z pisaniem jest zgoła inaczej. Za słowa przelane na papier trzeba brać odpowiedzialność.
czytaj więcej